środa, 10 grudnia 2014

"ERO" 1 Dwie godziny.

Przepraszam że rok czekaliście, to nie moja wina (wcale że nie). Teraz wracam z historią której prolog mogliście już przeczytać. Nie mam pomysłu na nazwę, więc nazwę ją "ERO ekipa ruchu oporu". Życzę miłego czytania i postaram się napisać niedługo.


 

Jest pierwszy dzień szkoły.  Właśnie rozpoczął się apel na sali gimnastycznej, w kierunku której właśnie biegłam. Chwyciłam za klamkę dwuskrzydłowych metalowych drzwi i pchnęłam je mocno. Jak się okazało, zbyt mocno. Drzwi z hukiem walnęły w ścianę. Wszystkie pary oczu odwróciły się w moją stronę, włącznie z oczami kadry nauczycielskiej i samorządu uczniowskiego, który stał na scenie po przeciwnej stronie sali. Pobiegłam szybko na swoje miejsce przy ścianie z prawej strony. Dyrektorka  kiwnęła głową dyrygentowi szkolnej orkiestry, który zaraz po tym dał znak, aby zaczęli grać hymn szkoły. Teraz srogi wzrok dyrektorki spoczął na mnie. Wyciągnęła delikatnie rękę zza mównicy, tak żebym ją widziała. Jej palce w języku migowym pokazywały to co zawsze. "Po apelu do gabinetu". 
  Rozejrzałam się za moim gangiem. Od razu zobaczyłam zielone oprawki okularów Shino (Szino). Siedział po drugiej stronie sali przy oknie. Nietrudno było go zauważyć. Miał 210 cm wzrostu i nosił okulary. W naszym liceum nosi je około 2% nauczycieli i uczniów.
  Hymn się skończył, a my usiedliśmy na niewygodnych krzesłach. Takie same były w każdej sali, żeby uniemożliwić nam zaśnięcie na lekcjach. Rozpoczęła się przemowa dyrektorki. Znałam ją już na pamięć.
  Koło mnie siedziała dziewczyna z czwartego roku, która wcześniej często dawała mi prezenty. Uśmiechałam się do niej, a ona szybko wzięła torbę na kolana i wyciągnęła z niej mała niebieską paczuszkę. Dała ją mi.
-Dziękuje-powiedziałam po cichu.
-N...n...nie ma za co.-odpowiedziała jąkając się. Odwróciła wzrok.
  Dyrektorka nadal wszystkich nudziła. Miałam do wykonania zadanie, więc wstałam i wyszłam z sali. Ruszyłam w stronę korytarza z szatniami, które były koło tylnego wejścia na salę. Było tam dosyć ciemno. Weszłam do damskiej i zapaliłam światło. W środku pachniało laxusem. Nie oznaczało to nic dobrego.
  Weszłam do toalety żeby zobaczyć czy ktoś tam jest. Okazało się że przeciwnik był pod prysznicami. Chwycił mnie od tyłu zakrywając moje usta dłonią. Mimo, że wiedziałam kim jest, to i tak zareagowałam odruchowo. Kopnęłam go w kolano, a gdy trochę opadł z sił, chwyciłam za przedramię i przerzuciłam przez lewy bark.
  Zobaczyłam przed sobą na podłodze twarz Żylety, który syczał z bólu.
-Sorry Piotrek-powiedziałam najmilej jak umiałam-Dobrze wiedziałeś, że robisz to na własną odpowiedzialność-pogroziłam mu palcem.
Ze strony pryszniców usłyszałam śmiech. W drzwiach ukazał się klaszczący Fen.
-Liz, Liz, Liz. Piotrek po prostu przegrał z marynarza.
Wyciągnęłam rękę, żeby pomóc mu wstać. Chwycił ją i podniósł się.
-Nic mi nie jest.  Trochę boli mnie kolano-uśmiechnął się.
   Piotrek był jednym z najprzystojniejszych chłopaków w szkole. Miał czerwone włosy (oczywiście farbowane), brązowe oczy oraz to, co było jego największym atutem- mięśnie. Miał coś około 190cm. Jednak mało dziewczyn do niego podchodziło... coś około sześciu. Ja byłam jedną z nich. Nie podchodziły z powodu małomówności, groźniej miny, może też przez to, że często byłam koło niego i przede wszystkim z powodu jego butów. Właśnie od nich pochodzi jego ksywka - Żyleta. Nosi czarne glany.  Z boku ich podeszwy wystają ostre żyletki. Powierzchnia pokryta jest ćwiekami i pineskami. Wszyscy zastanawiają się, jak je zakłada. Jednak, gdy się go lepiej pozna, jest miły, pomocny, przyjacielski, no i dużo mówi.
 -Ooooo.... Fenek ty też tu jesteś- powiedziałam z pogardą-Chyba się skurczyłeś przez te wakacje, co?
Widziałam jak żyłka pulsuje na jego skroni.
-Nie mów tak na mnie. Urosłem. Mam już 156,7 cm.- Wyszczerzył zęby jak dziecko.
-O czyli jednak urosłeś?- powiedziałam i odwróciłam twarz do Żylety-Szkoda tylko, że pół centymetra.- Oboje parsknęliśmy śmiechem.
-Zamknijcie japy!!!-krzyknął Fen.
  Był zdecydowanym przeciwieństwem Żylety... niski, niższy ode mnie o jakieś 11 centymetrów, do tego głupi.  Miał rude włosy i tak jak Żyleta, brązowe oczy. Najgorszy był fakt, że jest moim wychowankiem, więc musiałam mu pomagać.
-Głupek-powiedziałam, wystawiając język w kierunku Fena.
-Idiotka-odpowiedział.
-Pedał.
-Dziwka.
-Głupi zwierz. 
-Wam...
-Oj cicho bądźcie!- krzyknął Żyleta-Liz, skąd wiedziałaś że tu jesteśmy?
-Poczułam laxus.
-Co to jest laxus?- zapytał Fenek.
-Idiotom nie odpowiadam.-odwróciłam się do Żylety, bo wiedziałam, że oczekuje mojej odpowiedzi - Laxus to mówiąc krótko... zapach Fena.
-Co?- zapytali równocześnie.
- Charakterystycznie pachniesz- odwróciłam się do Fenka-Nie mogłam określić czym, więc nazwalam to laxus.
-Aaaa.
-Tak właściwie, co tu robicie?- zapytałam.
 Wymienili spojrzenia. Fen w mgnieniu oka pobiegł pod prysznic, żeby zaraz wrócić z pudłem. 
-Co to?
-No co ty młoda? Myślisz, że sama możesz odwalić taki numer w pierwszy dzień szkoły?- zapytał Fen.
-Tylko nie młoda kurduplu.-Fenowi uśmiech zszedł z twarzy-A tak w ogóle, skąd wiecie, że chcę zepsuć apel?- chwilę się zastanowiłam- Marg... Żyleta, pomożesz mi ją zabić?- Mój przyjaciel uśmiechnął się.
Sięgnęłam do pudełka i wyciągnęłam trzy fioletowe peruki. Uśmiech sam cisnął się na usta. Wydałam dziki pisk i przytuliłam mocno Fena.
-Skąd ta pewność że to ja?- zapytał.
-Przecież tylko ty i Nataniel kupujecie mi takie rzeczy.-odsunęłam się od niego i poszłam do łazienki założyć "nowe włosy".
 Zdjęłam długie, brązowe i zastąpiłam je średniej długości, fioletowymi z grzywką na lewą stronę. Wyszłam z łazienki. Chłopcy czekali na mnie już ubrani w swoje fioletowe peruki i niebieskie spodnie. Podeszłam do Fena i poprawiłam mu fryzurę.
-Gotowi na rozwalenie apelu?
-Ta, jest kapitanie Luizya!- krzyknęli, a ja zaczęłam chichotać.
 Wyszliśmy z szatni i ubraliśmy szarfy sztandarowych w kolorze flagi naszego państwa- fioletowa na górze, biała po środku i niebieska na dole.
-Jaki mamy plan?- zapytał Żyleta.
-To tak, najpierw zastępujemy sztandarowych. Oczywiście ja trzymam sztandar, więc już mamy jeden punkt. Nasz strój jest drugim. Pobicie tych co mają teraz zmienić sztandarowych, trzecim. Czwarty, to zabranie przeze mnie mikrofonu, a piąty to pokaz walki. Dlatego Żyleta, możesz zdjąć buty?
-Jasne.
-A co z finałem?- zapytał Fen, domyślając się, że to jeszcze nie koniec.
-Finał, to już rola Nataniela.-uśmiechnęłam się.- W tym roku na pewno wygramy tytuł najsprytniejszej drużyny. Na ważnych uroczystościach łatwo go zdobyć.
-To co, idziemy?- Fen chwycił klamkę tylnych drzwi prowadzących na scenę.
Spojrzałam na Żyletę, a on na mnie.

-Idziemy!- powiedzieliśmy zgodnie.


Tak post zaczął być pisany w listopadzie, a wstawiam go dopiero w grudniu. No takie życie i taki leń XP Mam nadzieje że pierwszy rozdział się podoba i będziecie dalej śledzić przygody Liz i jej paczki, mimo że będziecie długo czekać. :) Proszę o komentarz, może wtedy drugi rozdział będzie szybciej .  ;)